01.06.2016 r. słuchacze UTW wysłuchali wykładu pt. „Spędzanie czasu wolnego w PRL na przykładzie powieści milicyjnej” – mgr Marzeny Żemejda-Zybura.
Na zamówienie władz PRL (aby ocieplić jej wizerunek), ale też, takie było społeczne zapotrzebowanie, powstawały opowiadania i powieści kryminalne (np. Alberta Wojta) z udziałem milicji w głównych rolach. Milicjant zawsze był przedstawiany pozytywnie – „jako swój chłop” borykający się z codziennymi trudnościami w pracy i domu. Pisane prostym, zrozumiałym językiem dostarczały rozrywki, ale także, są doskonałym źródłem wiedzy o minionej epoce – jak żyli robotnicy, chłopi i inteligencja, czy wreszcie, jak spędzali wolny czas.
Władze PRL-u panicznie bały się dać obywatelowi więcej wolnego czasu, sądząc, że doprowadzi to do masowej deprawacji.
Kiedy tydzień pracy był jeszcze 6-dniowy – w niedziele były organizowane czyny społeczne – przy odgruzowaniu miast, budowie dróg czy sadzeniu drzew. Kiedy pojawiły się wolne soboty (najpierw kilka w roku) i transport publiczny był w lepszej kondycji, popularne stały się wypady za miasto tzw ,,majówki”. W pracowniczych ogródkach działkowych uprawiano owoce i warzywa ale również ptactwo i zwierzęta. Przyjemniej było zorganizować imieniny czy spotkanie koleżeńskie na działce niż w ciasnym blokowym mieszkaniu. Bardzo popularne były kina, także objazdowe, które odwiedzano tłumnie. Nie każda rodzina miała telewizor – korzystano z niego w licznych świetlicach, klubach a także u sąsiadów – szczęśliwych posiadaczy odbiornika. Szeroką ofertę zajęć dla dzieci i dorosłych miały Domy Kultury gdzie działały zespoły taneczne, kółka fotograficzne, modelarskie, stolarskie czy krawieckie. Podwórka, choć niezbyt estetyczne, były miejscem, gdzie na ławeczkach przesiadywali sąsiedzi, bawiły się dzieci, wszyscy o sobie wszystko wiedzieli. Obywatele pili, nie tylko herbatę, ale też wysokoprocentowe trunki przy każdej okazji. Niektórzy w wakacje jechali na wczasy do Bułgarii, Rumunii czy Jugosławii.
PRL –to nasza historia, od której nie da się uciec.
Tekst: J. Łuksik







